Człowiek 2.0

Nie rzecz ma się w tym by człowiek w czasach dzisiejszych zawirowań, wychodził na ulicę, szczepił się, nie szczepił, protestował… Ta rewolucja jest inna niż wszystkie, odbywa się we wnętrzu każdego człowieka, a zakończy się gdy połączymy się jako kolektyw - jedność. Wszyscy chcą końca tego co się dzieje, każdy na swój sposób - zwalczając się wzajemnie. A w człowieku gnije tysiące lat przekleństwa, kolejna wojna to jedyne co potrafimy, walczyć. Na to jesteśmy zawsze gotowi. Ale otworzyć serce, przyjąć drugiego człowieka jest trudniej, niż na niego pokazać, wytknąć czy dobić.

Oddzielenie - to słowo idealnie opisuje to co się teraz dzieje, dobijamy do esencji. Jeszcze trochę, już nie długo będzie koniec… ale gdzie, kiedy? Koniec, tak tego chcemy. Ale to nie koniec, to dopiero początek, chaos dopiero się rozkręca a człowiek dalej siebie okłamuje że wróci do tego co było. Na wakacje chcemy jechać, pokazywać swoje zdjęcia w portalach społecznościowych. Chwalić się jacy to jesteśmy lepsi jeden od drugiego. Wciąż w oddzieleniu, a można zrobić nowe rozdanie. Każdy po cegiełce, jedna rzecz dla drugiego człowieka. Więcej ciepła, zrozumienia. Ale my walczymy, szczepionkowcy na antyszczepionkowców.

Zamaskowani na niezamaskowanych. Wciąż w oddzieleniu, a dobry jest teraz czas, żeby w końcu zamknąć te drzwi i stanąć ramię w ramię i pójść na przód. Człowiek, nastęnej wersji to nie człowiek zmodyfikowany, technologicznie czy biologicznie, poprzez jakąkolwiek ingerencję z zewnątrz. Zmiana zaczyna się wewnątrz, nie można jej wyczytać, wysłuchać, czy zobaczyć - można ją tylko samemu zacząć. Więc po co to piszę, skoro zmiana może być zaczęta tylko od samego siebie? Ja tylko wypełniam pustkę, która powstaje w chaosie. Ktoś to przeczyta, ktoś przejdzie obojętnie. To tylko informacja, nie ma złej czy dobrej - to odbiorca decyduje o tym jaka ta informacja jest.

Strach, napędza oddzielenie, stąd tyle dziś strachu, aby człowiek do dna doszedł. Niektórzy nie odbiją się od dna, inni tak. To tak jak bagno, możesz odbić się od pierwszego dna. Ale od drugiego się nie odbijesz, szlam który nazbierał się tam tysiącami lat pochłonie człowieka. Gdzie jest pierwsze dno, a gdzie drugie - sami to wiemy, każdy z nas wie gdzie są brudy i trzeba je wyprać. Każdy swoje, tak by pękł mur budowany przez tak wiele lat. Ale nie ma czasu, trzeba na zakupy, szybko dezynfekcja, maseczka dystans. Przemknąć przez sklep, bezpiecznie, zdala od tego czy tamtego i do domu. Tam bezpiecznie, w końcu komfort. Tutaj już mogę się swobodnie rozłożyć w sowim kłamstwie i czekać na koniec tego chaosu. Ale on nie przyjdzie, bo ty jesteś w samym jego centrum - tak ty. Czego się tak boisz, przecież i tak śpisz przez całe życie, racja… życia się boisz chłowieku, a nie śmierci.

My nie żyjemy, tylko udajemy. Dzień za dniem, samo udawanie, żadnej prawdy, pozory, manipulacja, wzloty i upadki - do samego końca. To można by pomyśleć, że jedyne co istnieje to śmierć, skoro w człowieku życia nie ma. Pobudka jest trudna. Bo jak zdać sobie sprawę z tego że śnimy? Jak ciężko jest odzyskać świadomość we śnie wszyscy wiemy. We śnie odgrywamy tylko rolę, jakąś scenkę, trochę emocji i to na tyle. Czy tak nie jest też w naszym tak zwanym życiu? Pożera nas strach przed życiem, jesteśmy jak sparaliżowani, w kompletnym bezruchu. Cieszymy się z więzienia iluzji życia, zatraceni w materialiźmie, emocjach tych 'dobrych' i tych 'złych'.